Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sci-fi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sci-fi. Pokaż wszystkie posty

19 maja 2015

Johnny jak mogłeś?

Tytuł oryginalny: Transcendence
Tytuł polski: Transcendencja
Reżyser: Wally Pfister
Gatunek: Sci- Fi, Dramat






Film o ciekawej fabule i z dobrymi aktorami, ale totalnie niewykorzystanym potencjale. Jak można tak zepsuć coś co zapowiadało się tak dobrze? I jeszcze do tego Johnny w roli głównej. Ale może wszystko od początku, nie tak chaotycznie.
Muzyka? Jest tam jakaś? Bo ja zupełnie nie kojarzę, nić nie zapadło mi w pamięć, a to źle.
Aktorstwo? Jak na taką obsadę, mogło być zdecydowanie lepsze. Chociaż z drugiej strony Depp był człowiekiem kiedy powinien i maszyną, kiedy było trzeba. Jednak jak na tego zdolnego aktora, średnio wyszło. Im więcej filmów z nim oglądam, przynajmniej ostatnio, tym częściej mam wrażenie, że Johnny wszędzie gra tak samo. Wiele jego ról jest podobnych, chociaż może się czepiam. 
Moją uwagę na ekranie przyciągnął Paul Bettany. Bardzo podobała mi się jego gra aktorska, uważam, że Paul to aktor bardzo zdolny, choć niedoceniony. Wciąż czeka na rolę, która wyniesie go na szczyt. Niestety nie ma urody amanta ani 'tego czegoś', dlatego też rzadko widujemy go na ekranie.
Will Caster jest cenionym naukowcem, który kocha swoją pracę i pasje dzieli z ukochaną żoną, Evelyn. Niestety jego zapatrywania i eksperymenty naukowe nie podobają się wszystkim. Aby zapobiec opanowaniu świata przez sztuczną inteligencję i komputery, aktywiści postanawiają wyeliminować doktora. Zdesperowana Pani Caster, postanawia przenieść umysł męża do komputera.
Plusem tego filmu jest niejednoznaczność. Każdy z bohaterów ma swój cel, który w jego mniemaniu służy większemu dobru. To do widza należy wybór, kto jest tym dobrym, a kto złym.
Kolejny raz sprawdziła się moja teoria: im lepszy zwiastun, tym gorszy film. Zwiastun rzeczywiści zasługuje na uwagę i zachęca do obejrzenia filmu. Czasami myślę, że za niektóre zwiastuny powinny dostać Oscara.
Nie polecam jakoś szczególnie, ale też nie odradzam. Jest to ciekawy film, ale widziałam dużo lepsze.





5 maja 2015

Coraz niżej....

Tytuł oryginalny: Transformers: Age of Extinction
Tytuł polski: Transformers: Wiek zagłady
Reżyser: Michael Bay
Gatunek: Akcja, Sci-Fi




Ostatni (póki co) film z sagi o Transformerach. Piszę póki co, ponieważ na 2017 zaplanowana jest kolejna, piąta już część. Tylko chwilę i będziemy mieć niekończącą się opowieść. Bądźmy szczerzy, co za dużo to niezdrowo. Ileż można oglądać oklepanych schematów. Dobrzy i źli. Dobrzy przekonują zlych, że jednak nie są tacy źli, tylko dobrzy. Wiem, że zdanie jest jak masło maślane, ale taki dla mnie właśnie był ten film. Bajeczka pełna efektów specjalnych, gdzie ani muzyka, ani bohaterowie się już nie bronią. Owszem, gdyby nie Bumblebee (jak zawsze niezawodny), Hound (świetną miał brodę!), Crosshairs (i ta jego peleryna) i Drift (czyli nasz kochany samuraj), ten film byłby bardzo słaby. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że kilkoro ludzi się ie broni, ale to zaledwie dwójka. Na uwagę zasługuje Stanley Tucci, który doskonale zagrał swoją rolę, a scenarzyści uraczyli nas kilkoma ciekawymi dialogami z nim w roli głównej. Drugą bohaterką, która nie kładzie filmu jest Bingbing Li, która niesamowicie pasuje do swojej roli. A reszta? Coś strasznego. Mark Wahlberg tylko był, żadnej gry aktorskiej, do tego scenarzyści wkładali w jego usta słowa, które były śmieszne, dosłownie. Jack Reynor był jeszcze gorszy, podobnie jak Nicola Peltz, która miała się chyba jedynie prezentować. Nie wiem skąd oni biorą tych aktorów, ale zaczynam się niepokoić. Narzekałam na grę Megan czy Rosie, ale przy tych tutaj to zawodowe aktorki. Zaczynam myśleć, że zmiana głównych bohaterów nie wyszła Transformersom na dobre.Film, który już leciał w dół na łeb na szyję, teraz prawie sięgnął dna.
Muzyka jest i tyle. Nie wprowadza nastroju, jest zrobiona jakby na 'odczep się'. Mimo, że komponował ją ten sam Steve Jablonsky, co w poprzednich częściach to jest to zupełnie inny Steve. Jakby ktoś się podpisał jego nazwiskiem.  
Mijają trzy lata od bitwy w Chicago. W tej części mamy do czynienia z rodziną Yeagerów- ojcem, mechanikiem i córką, która wkrótce uda się na studia. Problemem jest to , że nie ma pieniędzy na te studia. Dlatego też ojciec trudni się naprawą przeróżnych sprzętów. Jest także wynalazcą-amatorem. Pewnego dnia znajduje półciężarówkę i bierze ją do swojego warsztatu. Okazuje się, ze nie jest to zwykły wóz, a zaginiony Optimus Prime. 
Nie polecam, chyba, że wytrwałym fanom gatunku.






1 maja 2015

Let's roll!


Tytuł oryginalny:Transformers: Dark of the Moon
Tytuł polski: Transformers 3
Reżyser: Michael Bay
Gatunek: Akcja, Sci-Fi






Każdy kto mówił, że Megan jest beznadziejną aktorką, powinien bić jej brawo. Po drewnianej i sztywnej grze, jaką zaserwowała nam Rosie, śmiem twierdzić, że Fox "coś" zagrała. No cóż, powiem szczerze, że zdecydowanie wolałam brunetkę w roli dziewczyny Sama. Ta obecna jakoś średnio przypadła mi do gustu. Nie dość, że ciągle miała otwarte usta, to większość czasu tylko wyglądała. I chyba o to właśnie chodziło. Częstotliwość z jaką zmieniała stroje zaskakiwała mnie niesamowicie. Nie zdążyłam przyzwyczaić się do jednego, a tu bach! Następny. O fryzurze nawet nie będę wspominać, bo wyszedłby mi esej na kilka stron a nie recenzja filmu.
Oto kolejna część przygód Sama i Autobotów. Teraz jednak nie są oni Wybawcami a zbędnym balastem, przynajmniej dla Rządu USA. Wszystko to za sprawą zgrabnej intrygi Deceptikonów, które postanawiają sprowadzić swoją Planetę na Ziemię...
Część, śmiem twierdzić, że najsłabsza z całej trójki. Od ciekawej jedynki, przez średnią dwójkę do dość słabej trójki. Reżyser postanowił zafundować nam istną równię pochyłą. Nie będę go winić, w głębi duszy wiem, że miało być to kino dla niewymagających widzów. Liczne efekty specjalne, epickie pojedynki, piękne i bardzo drogie auta oraz seksowna Rosie Huntington-Whiteley. Czegóż facet może chcieć więcej od kina akcji? Tylko, że nie jestem facetem i mnie takie coś nie zadowala.
Dobrze, że pojawiał się - chociaż zbyt rzadko! - mój kochany Bumblebee. Za plus mogę uznać muzykę. Zdecydowanie najlepsza jak do tej pory. Co tu dużo mówić? Obejrzyjcie i sami oceńcie.





26 kwietnia 2015

Kina akcji ciąg dalszy

Tytuł oryginalny: Transformers: Revenge of the Fallen
Tytuł polski: Transformers: Zemsta Upadłych
Reżyser: Michael Bay
Gatunek: Akcja, Sci-Fi







Druga część kasowego przeboju Michaela Bay'a i Stevena Spilberga. Poznajemy dalszy ciąg przygód Sama i Autobotów, którzy tym razem muszą zmierzyć się z widmem zagłady Ziemi. Upadły powstaje i postanawia uruchomić maszynę zapewniającą wieczną energię dla Transformerów, jednak przy okazji niszcząc Słońce. Pokonać go może jedynie Prime, który poświęca swe życie, aby ratować Sama. 
Druga część, jak to zwykle bywa, nie trzyma poziomu pierwszej. Zdecydowanie gorsza, chociaż nie mówię, że zła. Pierwsze półtorej godziny to wartka akcja i ciekawe dialogi, ale końcówka niemiłosiernie rozciągnięta i ckliwa. Sam jest trochę jakby bardziej egoistyczny i nie przejmuje się losem Autobotów. Warto obejrzeć, bo seria tworzy spójną całość i szkoda przegapić jedną, słabszą część. Dodatkowo znów mamy okazje posłuchać niezłej muzyki i pooglądać ładne auta i przystojnych żołnierzy. 
Niektóre słowa mogą brzmieć nieco patetycznie i głupio, ale ja puszczałam je mimo uszu. Wielkim atutem filmu jest brak Jona Voighta, który niesamowicie działał mi na nerwy w pierwszej części. Nie mamy także ładnej, acz denerwującej blondyneczki, która swoim IQ chciała pobić na głowę Sheldona Coopera. W każdym razie zapraszam do oglądania i dzielenia się swoim zdaniem na temat filmu.







Czy ja rzeczywiście jestem kobietą?

Tytuł: Transformers
Reżyser: Michael Bay
Gatunek: Akcja, Sci- Fi







Film oglądałam już strasznie dawno temu, ale postanowiłam do niego wrócić. Sama nie wiem czemu. Czasami mam takie "zachcianki" filmowe i muszę włączyć sobie konkretny film. W każdym razie, w ramach odpoczynku, postanowiłam sobie zrobić maraton Transformersów. Oczywiście zaczęłam od jedynki, która jest chyba najlepsza z całej serii. Zacznę może od wyjaśnienia tytułu postu - oglądam filmy dla facetów i podobają mi się one znacznie bardziej od romansideł dla dziewczyn. Podczas seansu nie widzę żółtych, czerwonych czy czarnych aut, ale konkretne marki. Ale cóż poradzić, skoro obecnie kina zalewają fale ckliwych romantycznych komedyjek, po których jedynie mogę, delikatnie mówiąc, zwymiotować tęczą? Jednak dla równowagi mięknę - płakałam dwa razy. Dość już o mnie, wracam do filmu. Jest to historia Sama, nieudacznika i lekkiego dziwaka, który zostaje wplątany w bitwę między Autobotami i Deceptikonami o Kość, czyli źródło mocy. Dobrzy chcą ją zniszczyć, źli - wykorzystać, aby zawładnąć Ziemią i wygrać wojnę. Okazuje się, że Sam nie jest pierwszym lepszym nastolatkiem, który przez przypadek znalazł się w samym środku chaosu - posiada współrzędne Kości.
Muzyka? Klimatyczna, może nie jakiś wysokich lotów, ale idealnie pasuje do filmu, pomaga się w niego wczuć. Bohaterowie? Ciekawi, nietypowi. Special7 i jej szef są równie dziwni jak sprawa UFO i zakręceni jak cała ta sytuacja. Optimus jest majestatyczny jak na prawdziwego szefa przystało, a Bumblebee uroczy. Nie da się go nie polubić, szczególnie po "Bumblebee, przestań go oliwić.". O efektach specjalnych nie muszę chyba nikomu opowiadać. Po takim producencie i takim reżyserze nie spodziewałam się niczego innego.
Polecam zdecydowanie, ale wyłącznie fanom gatunku, bądź równie zakręconym ludziom jak ja. Nie gwarantuje, że spodoba się to miłośnikom "Pamiętnika".






2 czerwca 2014

Takich kosmitów jeszcze nie było!


Tytuł oryginalny: The Host
Tytuł polski: Intruz
Reżyser: Andrew Niccol
Gatunek: Sci- Fi, Romans



Na film czekałam z niecierpliwością od dłuższego czasu. Pamiętacie tą modę na Zmierzch? Cóż, też przeczytałam, żeby zobaczyć o co chodzi. Trochę mnie zemdliło, ale dotrwałam do końca. Później przeglądając biblioteczkę internetową rzuciło mi się w oczy "Intruz" S. Meyer. Był reklamowany jako 'powieść dla dorosłych, prosto od autorki Zmierzchu', pomyślałam sobie, czemu nie? Zaczęłam czytać i zatraciłam się kompletnie w tamtym świecie. Pokochałam historię i jej bohaterów, chciałam więcej. Dlatego też, gdy dowiedziałam się, że będą ekranizować Intruza, ucieszyłam się strasznie. Zaraz kiedy wyszedł do kin pognałam na premierę i nie żałuję. Było warto. Nie jest to jakieś arcydzieło, ale zgrabnie opowiedziana historia z wątkiem przygodowym i może trochę z za bardzo rzucającym się w oczy wątkiem miłosnym.
Daleka przyszłość, Ziemię opanowali przybysze z kosmosu- Dusze. Nie są to zielone czy niebieskie stworki, które widujemy w innych produkcjach. Nasi kosmici mają srebrne ciało, złożone jakby z nici. Nie mogą żyć w swojej naturalnej powłoce na żadnej ze skolonizowanych planet, dlatego potrzebują 'nosicieli'. Dusze są wszczepiane w ciała ludzi i przejmują nad nimi kontrolę. Jednak garstka ludzi, którzy w porę zrozumieli co się dzieje, ukrywa się i próbuje walczyć z przybyszami. Wśród nich jest Melanie, jej brat Jamie i ukochany Jared. Pewnego dnia Melanie wyrusza w samotną misję, podczas której łapią ja Łowcy. W jej ciało zostaje wszczepiona Dusza- Wagabunda. Wandzie nie udaje się przejąć całkowicie ciała swojego żywiciela, Melanie opiera się, żeby ratować życie swoich najbliższych. Z czasem Dusza zaczyna się zastanawiać czy postępuje słusznie, próbując pomóc Łowcom znaleźć bliskich Melanie.
Zdecydowanie wolę książkę, jest w niej więcej akcji, więcej wątków, ale mimo wszystko warto zobaczyć. Można się odstresować i rozerwać oglądając ten film. Ale nie jest to odmóżdżacz, trzeba się skupiać na akcji, ponieważ przez nieuwagę można się zgubić bądź ominąć ważny wątek. Intruz jest zdecydowanie lepszy niż Zmierzch, ciekawszy, mniej przesłodzony. Mam nadzieję, że nie zbiorę od fanek Belli i Edwarda.
Występuje tutaj Saoirse Ronan, bardzo ciekawa aktorka młodego pokolenia. Może znacie ją z jej dziecięcych ról w filmach "Nigdy nie będę Twoja" i "Nostalgia Anioła". Może inaczej wyobrażałam sobie wygląd głównej bohaterki, chociaz jej umiejętności aktorskie są na dobrym poziomie. Świetnie spisuje się także Diane Kruger jako łowczyni, nigdy nie lubiłam tej aktorki, ale po tym filmie się do niej przekonałam. Inaczej wyobrażałam sobie Iana, jak dla mnie powinien być przystojniejszy i bardziej umięśniony, natomiast Jared jest idealny;)
Jeśli chodzi o muzykę to jest miła dla ucha, szczególnie Radioactive. Zamieszczam ją poniżej, razem ze zwiastunem;)