Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty

16 maja 2015

Wilkołak w trochę innym wydaniu

Tytuł oryginalny: Neuk-dae-so-nyeon
Tytuł międzynarodowy: A Werewolf Boy/ Wolf Boy
Reżyser: Sung-hee Jo
Garunek: Fantasy, Romans








Ostatnio postanowiłam, że nadrobię trochę swoje zaległości jeśli chodzi o azjatyckie kino. Mój wybór padł na "A Werewolf Boy", cudowną komedię romantyczną prosto z Korei. Na początku byłam nieprzekonana, ponieważ fabuła była, lekko mówiąc, naciągana. Zresztą już widziałam kilka filmów i dram z Korei i jakoś ich efekty mnie nie zadowalały. Bałam się, że będę przez pół filmu oglądała chłopaka w stroju niedźwiedzia. Cóż... Niewiele się pomyliłam, ale można to przeżyć dla doskonałej całości. Film zdecydowanie mogę polecić każdemu, kto lubi coś nietypowego w kinie. Można się pośmiać i popłakać, chociaż w przeważającej części płakałam.
Aktorzy grali nadzwyczaj dobrze, nie musiałam oglądać dziewczyn, które jedynie potrafiły dobrze wyglądać i facetów, którzy wyłącznie krzyczeli. Szczególne wrażenie zrobił na mnie Jung-ki Song, który grał tytułowego wilkołaka. Chłopak pokazał, że wiele potrafi i z niecierpliwością czekam na dostępność innych filmów z jego udziałem (i przede wszystkim na czas wolny, kiedy będę mogła obejrzeć te filmy). Urody nie można mu odmówić, dlatego też ogląda się go z przyjemnością. Co do Bo-yeong Park, tutaj było już odrobinę gorzej, ale i tak dobrze. W niektórych momentach trochę przesadzała z okazywaniem emocji, ale takie już jest azjatyckie kino- trzeba się przyzwyczaić.
Nie byłabym sobą gdybym nie napisała o muzyce. Cóż... Może nie było wybitnie, ale oprawa muzyczna była miła dla ucha. Szczególnie jedna piosenka zapadła mi w pamięć- "My Prince". Wstawiam ją poniżej, żeby zachęcić Was do seansu.




Efekty specjalne są dużym minusem tego dzieła. Po licznych filmach o wilkołakach od "Wilkołak" po "Zmierzch", spodziewałam się czegoś lepszego. Może miałam za duże wymagania? Nie wiem. Jeśli mam być szczera, to aż złapałam się za głowę, kiedy zobaczyłam jak wygląda ten Potwór. Mogli zrobić to inaczej, ale nie będę się czepiać, bo za dużo musiałabym pisać.
Film jest doskonałym studium ludzkich uczuć: zazdrości, chęci posiadania tego co niedostępne, miłości i poświęcenia. Szczególnie dwa ostatnie odgrywają istotną rolę. Nie jest to szczególnie głęboki film, ale widać, ze reżyser miał zamysł i był to bardzo ciekawy zamysł. Może gdzieś po drodze lekko zboczył z trasy,a le szybko wrócił na właściwy tor.
Soon-Yi razem z siostrą i matką przenosi się an wieś. Zmuszają je do tego okoliczności- dziewczyna jest chora na płuca. Wkrótce po przeprowadzce znajduje w stodole wilkołaka. Na początku nieufna, wkrótce otwiera się an chłopaka i uczy go ludzkich zachowań.
Polecam serdecznie!






21 czerwca 2014

Jak to jest kochać wampira?

Tytuł oryginalny: Vanpaia naito
Tytuł polski: Vampire Knight
Gatunek: romans, fantasy, anime

 Seria 2:

Tytuł oryginalny: Vanpaia naito: Girutî
Tytuł polski: Vampire Knight: Guilty
Gatunek: romans, fantasy, anime


Jedno z pierwszych anime jakie obejrzałam. Trafiłam na nie przypadkowo, podczas przeglądania filmweb.pl. Wtedy jeszcze ponad wszelką miarę pożądałam romansów- podobały mi się szczególnie te w stylu VK. Nie chodzi tutaj o wampiry, oj nie. Raczej o to, że dziewczyna musi wybierać pomiędzy jednym mężczyzną a drugim. Wiem, głupia byłam. Wtedy jednak pochłaniałam takie romansidła tonami. Cóż, nastolatka. Jednak do tej pory jakiś sentyment został. Nie jest to anime wysokich lotów, ale nie jest też najgorsze. Na uwagę zasługuje muzyka, piękna i wpadająca w ucho. Kreska także jest ładna, ale nie może być inaczej, skoro to opowieść o cudnej urody wampirach.
Vampire knight to historia Yuuki. Uczy się ona w szkole gdzie wampiry koegzystują z ludźmi-zwykli ludzie uczą się w dziennej klasie, natomiast wampiry w nocnej klasie. Wiele dziewczyn wzdycha do przystojnych mężczyzn z nocnej klasy. Yuuki nie jest wyjątkiem- zakochała się ona w przewodniczącym tej klasy, czysto-krwistym wampirze, który ją uratował 10 lat wcześniej. Jednocześnie dziewczyna musi pilnować porządku jako prefekt- pomaga jej w tym Zero, przystojny człowiek, któremu wbrew pozorom, Yuuki nie jest obojętna. Oprócz wątku romansowego, który wysuwa się na pierwszy plan, mamy też liczne wątki poboczne- intrygi, hierarchia wampirów czy przeszłość Yuuki.
Powiem tak- anime możecie obejrzeć, ale nie gwarantuje że się spodoba. Jest to typowe shoujo- nie jest to anime adresowane do chłopaków. Ponadto anime to posiada dwie serie- druga to Vampire Knight Guilty, które nie zostały dokończone. Mam na myśli, ze manga na podstawie której powstało anime, nadal była wydawana;) Manga jest zakończona, niestety nie ma tłumaczenia na język polski- może dlatego dopiero niedawno skończyłam ją czytać (długo się zbierałam). Powiem Wam szczerze, że beczałam jak bóbr na końcówce.

Uwaga: mały spojler!
Komu kibicowaliście? Ja do samego końca chciałam, żeby Yuuki była z Kaname. I w życiu nie spodziewałam się takiego zakończenia;)





13 czerwca 2014

Nuvvostanante Nenoddantana

Tytuł oryginalny: Nuvvostanante Nenoddantana
Reżyser: Prabhudheva
Gatunek:
melodramat, romans





Nie jest to typowo Bollywood- film zalicza się do Tollywood, czyli indyjskiego przemysłu filmowego w języku telugu. Czyni go to trochę innym od produkcji bollywoodzkich, gdzie króluje przepych i bogactwo(chociaż, pamiętajcie, nie we wszystkich!). Film ten znajduje się wysoko na liście moich ulubionych filmów, a jeśli chodzi o produkcje indyjskie zajmuje zaszczytne pierwsze miejsce. Polecam go, warto poświecić ponad dwie godziny swojego czasu, żeby obejrzeć film. Gwarantuje, ze na długo zapadnie Wam w pamięci. Co do muzyki- ciekawa, nie powiem. Tytułowa piosenka jest rytmiczna i można powiedzieć, że słodka. Jednak żadna z piosenek z filmu nie znajduje się na mojej playliście. Kolejny punkt to aktorstwo. Co do głównej bohaterki, nie mam jej nic do zarzucenia- gra dobrze, można polubić jej bohaterkę. Jeśli chodzi o Siddhartha, cóż tu dużo mówić- ciasteczko. To jeden z moich ulubionych aktorów. Nie dość, ze jest przystojny to bardzo utalentowany. Kolejna sprawa: historia. Film opowiada o Siri- biednej dziewczynie, od małego wychowywanej przez brata. Jest z nim niesamowicie zżyta. Właśnie zbliża się dzień ślubu jej przyjaciółki- Lality, dziewczyny z bogatej rodziny. Siri jedzie wiec do Lality, żeby pomoc jej w przygotowaniach. Tam poznaje Santosha- bogatego chłopaka, na co dzień mieszkającego w Londynie. Mimo początkowej niechęci zakochują się w sobie. Jednak jak bogaty chłopak może poślubić biedna dziewczynę? Tym bardziej, że rodzice chłopaka maja inne plany niż on. Film piękny i wzruszający. Polecam wszystkim nie tylko fanom Bollywood. 




 

Tak właśnie wygląda miłość!

Tytuł oryginalny: Love Actually
Tytuł polski: To właśnie miłość
Reżyser: Richard Curtis
Gatunek: komedia romantyczna




Cudowny film, który zawsze skutecznie poprawia mi humor. Nie jest ważne, że oglądam go już któryś raz, zawsze te same momenty mnie śmieszą i te same wzruszają. Cóż, to chyba jest urok angielskiego kina. Wiem, wiem- jest to film wyprodukowany zarówno w USA jak i UK.
W filmie występuję istna plejada gwiazd: Alan Rickman (znany szerzej jako Severus Snape), Liam Nesson (Zeus ze Starcia Tytanów), Colin Firth (Jak zostać Królem, Mamma Mia!), Hugh Grant (Notting Hill), Bill Nighy (Underworld),Emma Thompson (Niania McPhee), Keira Knightley (Król Artur) oraz Martin Freeman (Bilbo Baggins). Należy przyznać, że aktorstwo w 
tym filmie jest na naprawdę wysokim poziomie. 
Jest to kilka historii miłosnych, połączonych ze sobą w rożnym stopniu. Nie jest to jednak film o jednym typie miłości, oj nie. Jest tutaj historia miłości od pierwszego wejrzenia- premier zakochujący się w swojej pracownicy, zaraz w pierwszy dzień urzędowania. Miłości po przejściach- pisarz, po zdradzie ukochanej, wyjeżdża do Francji i tam właśnie, w najmniej oczekiwanym momencie znajduje miłość. Miłości dojrzałej- małżeństwo z długoletnim stażem, w pewnym stopniu przeżywające kryzys. Miłości nieszczęśliwej- mężczyźnie zakochanym w niewłaściwej osobie. Miłości rodzicielskiej- mężczyzna, krótko po śmierci ukochanej żony, próbuje nawiązać kontakt z synem. Miłości szczeniackiej- chłopiec próbuje zwrócić na siebie uwagę najpopularniejszej dziewczyny w szkole. Miłości trudnej oraz miłości siostrzanej- kobieta zauroczona kolegą z pracy, musi wybierać pomiędzy miłością do brata, a miłością do mężczyzny. Miłości nietypowej- podstarzały gwiazdor rocka, próbujący wrócić na scenę. Miłość wprowadza w ich życie zamęt, zmienia je. A wszystko to dzieje się w pięknym zaśnieżonym Londynie tuż przed Wigilią Bożego Narodzenia.





2 czerwca 2014

Takich kosmitów jeszcze nie było!


Tytuł oryginalny: The Host
Tytuł polski: Intruz
Reżyser: Andrew Niccol
Gatunek: Sci- Fi, Romans



Na film czekałam z niecierpliwością od dłuższego czasu. Pamiętacie tą modę na Zmierzch? Cóż, też przeczytałam, żeby zobaczyć o co chodzi. Trochę mnie zemdliło, ale dotrwałam do końca. Później przeglądając biblioteczkę internetową rzuciło mi się w oczy "Intruz" S. Meyer. Był reklamowany jako 'powieść dla dorosłych, prosto od autorki Zmierzchu', pomyślałam sobie, czemu nie? Zaczęłam czytać i zatraciłam się kompletnie w tamtym świecie. Pokochałam historię i jej bohaterów, chciałam więcej. Dlatego też, gdy dowiedziałam się, że będą ekranizować Intruza, ucieszyłam się strasznie. Zaraz kiedy wyszedł do kin pognałam na premierę i nie żałuję. Było warto. Nie jest to jakieś arcydzieło, ale zgrabnie opowiedziana historia z wątkiem przygodowym i może trochę z za bardzo rzucającym się w oczy wątkiem miłosnym.
Daleka przyszłość, Ziemię opanowali przybysze z kosmosu- Dusze. Nie są to zielone czy niebieskie stworki, które widujemy w innych produkcjach. Nasi kosmici mają srebrne ciało, złożone jakby z nici. Nie mogą żyć w swojej naturalnej powłoce na żadnej ze skolonizowanych planet, dlatego potrzebują 'nosicieli'. Dusze są wszczepiane w ciała ludzi i przejmują nad nimi kontrolę. Jednak garstka ludzi, którzy w porę zrozumieli co się dzieje, ukrywa się i próbuje walczyć z przybyszami. Wśród nich jest Melanie, jej brat Jamie i ukochany Jared. Pewnego dnia Melanie wyrusza w samotną misję, podczas której łapią ja Łowcy. W jej ciało zostaje wszczepiona Dusza- Wagabunda. Wandzie nie udaje się przejąć całkowicie ciała swojego żywiciela, Melanie opiera się, żeby ratować życie swoich najbliższych. Z czasem Dusza zaczyna się zastanawiać czy postępuje słusznie, próbując pomóc Łowcom znaleźć bliskich Melanie.
Zdecydowanie wolę książkę, jest w niej więcej akcji, więcej wątków, ale mimo wszystko warto zobaczyć. Można się odstresować i rozerwać oglądając ten film. Ale nie jest to odmóżdżacz, trzeba się skupiać na akcji, ponieważ przez nieuwagę można się zgubić bądź ominąć ważny wątek. Intruz jest zdecydowanie lepszy niż Zmierzch, ciekawszy, mniej przesłodzony. Mam nadzieję, że nie zbiorę od fanek Belli i Edwarda.
Występuje tutaj Saoirse Ronan, bardzo ciekawa aktorka młodego pokolenia. Może znacie ją z jej dziecięcych ról w filmach "Nigdy nie będę Twoja" i "Nostalgia Anioła". Może inaczej wyobrażałam sobie wygląd głównej bohaterki, chociaz jej umiejętności aktorskie są na dobrym poziomie. Świetnie spisuje się także Diane Kruger jako łowczyni, nigdy nie lubiłam tej aktorki, ale po tym filmie się do niej przekonałam. Inaczej wyobrażałam sobie Iana, jak dla mnie powinien być przystojniejszy i bardziej umięśniony, natomiast Jared jest idealny;)
Jeśli chodzi o muzykę to jest miła dla ucha, szczególnie Radioactive. Zamieszczam ją poniżej, razem ze zwiastunem;)

28 maja 2014

Bo niektóre miłosne historie... żyją wiecznie

Tytuł oryginalny: Mohabbatein
Tytuł polski: Miłość żyje wiecznie
Reżyser: Aditya Chopra
Gatunek: Dramat, Romans, Musical



Jeden z licznych bollywoodzkich filmów jakie obejrzałam, jednak jeden z nielicznych, które po długiej przerwie wciąż mi się podobają. Kiedyś, jakieś trzy lata temu miałam lekką obsesję na punkcie filmów z Bollywood. Obejrzałam ich około setki, jeśli nie więcej. Oczywiście nie wszystkie pamiętam. Do kilku wróciłam, dlatego mogę 'na świeżo' je zrecenzować. Kilka zapadło mi w pamięć jako totalne dno, dlatego ich opisy także tutaj umieszczę, żeby Was przestrzec. Pewne zastanawiacie się nad moim gustem, prawda? Cóż, jest specyficzny: uwielbiam fantasy, lubię filmy dla facetów, kocham superbohaterów, obsesyjnie oglądam bajki i anime, a tu jeszcze takie romansidła. Szczerze mówiąc nie jestem fanką romansów- lubię od czasu do czasu obejrzeć jakiś film z wątkiem romantycznym, ale tylko jak mam specyficzny humor. Zazwyczaj takie filmy mnie irytują, bo są przewidywalne i powielają ciągle jeden i ten sam schemat. Oczywiście są wyjątki, jak zawsze, ale zdarzają się one niezwykle rzadko.
Wracając do 'Miłość żyje wiecznie'- jest to film dość specyficzny. Mamy tutaj nie jednego, ale czterech głównych bohaterów, z których jeden wysuwa się na główny plan. Akcja rozgrywa się w Gurukul- renomowanej uczelni dla mężczyzn, w której panują bardzo surowe zasady. Surowe i głupie. Nie można mieć dziewczyny, nie można się zakochać, ponieważ jest to karane wyrzuceniem ze szkoły. Szkołą tą kieruje Narayan Shankar- apodyktyczny dyrektor, który obsesyjnie dba o przestrzeganie ustalonych zasad. Nie pozwala nikomu na odrobinę swobody, nawet swojej jedynej, ukochanej córce. W każdym razie w Gurukul uczy się trzech studentów- Vikram, Sameer i Karan. Zaprzyjaźniają się ze sobą i razem łamią główną zasadę uczelni... Czwartym bohaterem jest Raj- nowy nauczyciel muzyki, który skrywa pewną tajemnicę. Pomaga on chłopakom poradzić sobie z zaistniałą sytuacją, wspiera ich i opowiada im swoją miłosną historię. Ponieważ jego miłość żyje wiecznie- pomimo śmierci jego ukochanej, on nadal ją widzi, nadal z nią rozmawia, nadal ją kocha. Może i dziwnie to brzmi, jednak jako całość daje dość ciekawy efekt. Lekko melancholijna opowieść, mająca wzruszyć widza i pokazać potęgę miłości.
Dużo tutaj muzyki i tańca, co jest charakterystyczne dla kina Bollywood. Większość piosenek wpada w ucho i może się spodobać. Nie będę żadnej zamieszczać, ponieważ myślę, że to zbędne. Nie mam swojej ulubionej, wszystkie są dla mnie na równi. Układy dość zróżnicowane, aktorzy dobrze sobie radzą. Jest tutaj taniec, nie sztywne podrygiwanie w rytm muzyki;)
Jeśli chodzi o aktorów to nie mam tutaj jakiś większych zastrzeżeń. Jak na tamtejsze kino to nie było źle. Nie ma co tutaj oczekiwać oscarowych kreacji- jest ok. Czasami może zbyt ckliwie grają, że tak powiem. Ogólnie polecam, nie tylko fanom gatunku. Kolorowy, ciekawy, pokazujący dość zawiłą i specyficzną kulturę Indii, co zdecydowanie przemawia na jego korzyść. Idealny na wieczór przy cieplutkim kakałku, bądź przy winku;)
Nie zamieszczam zdjęć, ponieważ myślę, że większość psuje ogólny efekt. Dużo z nich zawiera spojlery, a zdradzać szczegółów fabuły nie chcę.