Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat. Pokaż wszystkie posty

19 maja 2015

Johnny jak mogłeś?

Tytuł oryginalny: Transcendence
Tytuł polski: Transcendencja
Reżyser: Wally Pfister
Gatunek: Sci- Fi, Dramat






Film o ciekawej fabule i z dobrymi aktorami, ale totalnie niewykorzystanym potencjale. Jak można tak zepsuć coś co zapowiadało się tak dobrze? I jeszcze do tego Johnny w roli głównej. Ale może wszystko od początku, nie tak chaotycznie.
Muzyka? Jest tam jakaś? Bo ja zupełnie nie kojarzę, nić nie zapadło mi w pamięć, a to źle.
Aktorstwo? Jak na taką obsadę, mogło być zdecydowanie lepsze. Chociaż z drugiej strony Depp był człowiekiem kiedy powinien i maszyną, kiedy było trzeba. Jednak jak na tego zdolnego aktora, średnio wyszło. Im więcej filmów z nim oglądam, przynajmniej ostatnio, tym częściej mam wrażenie, że Johnny wszędzie gra tak samo. Wiele jego ról jest podobnych, chociaż może się czepiam. 
Moją uwagę na ekranie przyciągnął Paul Bettany. Bardzo podobała mi się jego gra aktorska, uważam, że Paul to aktor bardzo zdolny, choć niedoceniony. Wciąż czeka na rolę, która wyniesie go na szczyt. Niestety nie ma urody amanta ani 'tego czegoś', dlatego też rzadko widujemy go na ekranie.
Will Caster jest cenionym naukowcem, który kocha swoją pracę i pasje dzieli z ukochaną żoną, Evelyn. Niestety jego zapatrywania i eksperymenty naukowe nie podobają się wszystkim. Aby zapobiec opanowaniu świata przez sztuczną inteligencję i komputery, aktywiści postanawiają wyeliminować doktora. Zdesperowana Pani Caster, postanawia przenieść umysł męża do komputera.
Plusem tego filmu jest niejednoznaczność. Każdy z bohaterów ma swój cel, który w jego mniemaniu służy większemu dobru. To do widza należy wybór, kto jest tym dobrym, a kto złym.
Kolejny raz sprawdziła się moja teoria: im lepszy zwiastun, tym gorszy film. Zwiastun rzeczywiści zasługuje na uwagę i zachęca do obejrzenia filmu. Czasami myślę, że za niektóre zwiastuny powinny dostać Oscara.
Nie polecam jakoś szczególnie, ale też nie odradzam. Jest to ciekawy film, ale widziałam dużo lepsze.





27 kwietnia 2015

Przejdźmy się ulicami dawnego Paryża...

Tytuł oryginalny: Un monstre a Paris
Tytuł polski: Przygoda w Paryżu
Reżyser: Bibo Bergeron
Gatunek: animacja, dramat, komedia





Piękna i nietypowa bajka prosto z Francji. Przeszła cicho obok Polski, nie szukając rozgłosu i nie reklamując się zbyt nachalnie. Może właśnie dlatego dotarła do tak wąskiego grona odbiorców. A wierzcie mi, szkoda i to bardzo. 
Jest to opowieść o wielu osobach - Lucille, pięknej śpiewaczce, która musi spełniać "obowiązek" na który nie ma ochoty, Raoulu, niezwykłym wynalazcy, który potajemnie kocha się w dziewczynie. Mamy tutaj także Emila - przyjaciela Raoula, amatora kina, zakochanego w swojej koleżance z pracy, jednak najbardziej nietypowymi bohaterami są Francoeur i Charlie. Dlaczego? Otóż Charlie to małpa, która jest mądrzejsza niż niejeden człowiek, a Francoeur to olbrzymia pchła.
Paryż, rok 1910. Stolica zmaga się z kataklizmem, jakim jest powódź, jednak wkrótce na ulicach pojawia się coś znacznie gorszego. Po mieście zaczyna szaleć potwór, siejąc postrach. Jednak czy monstrum jest rzeczywiście takie straszne?
Animacja jest powiewem świeżości w obecnej kinematografii. Dobra, może nie najwspółcześniejszej, ponieważ to bajka z 2011 roku. Jednak różni się od dzieł z USA. Cudowna i wzruszająca. Muzyka na długo zapada w pamięć, może dzięki świetnemu głosowi Vanessy, a może cudownej melodii. Zresztą oceńcie sami.

Polecam wszystkim serdecznie. Warto zobaczyć i podzielić się swoją opinią.





16 kwietnia 2015

Im lepszy zwiastun, tym gorszy film.


Tytuł oryginalny: Exodus: Gods and Kings
Tytuł polski: Exodus: Bogowie i Królowie
Reżyser: Ridley Scott
Gatunek: dramat, historyczny, kostiumowy





Film reklamowany na wielki hit ubiegłego roku. Film, rzeczywiście, spektakularny, z licznymi efektami specjalnymi. I chyba jedynie to ratuje ten film. Reżyser, który stworzył niezapomniane dzieła, jak "Gladiator" czy "Królestwo Niebieskie", teraz poszedł jakby na łatwiznę, mając nadzieję, że widowiskowe efekty komputerowe i dobrzy aktorzy załatwią wszystko. Otóż nie. Przyznaję się, że kilka razy zatrzymywałam film, żeby iść do kuchni, łazienki czy sprawdzić facebooka, a zdarza mi się to bardzo rzadko.
Jestem zawiedziona, ponieważ oczekiwałam znacznie więcej po tym filmie. Miałam nadzieję na dobre widowisko z zachęcającą historią, jednak przeliczyłam się.
Film opowiada historię Mojżesza, księcia Egiptu, który dostaje misję od Boga - ma wyprowadzić swój lud z Egiptu. Nie jest to jednak takie proste, ponieważ Faraon nie chce do tego dopuścić za wszelką cenę.
Zauważyliście, że spektakularne zwiastuny zaostrzają apetyt i trochę kładą film? Oglądasz taki, myślisz sobie, że "to jest to!", a tu wielki zawód. Zresztą sami zobaczcie jak wygląda zwiastun:


Nie odradzam tego filmu, jednak jeśli chcecie obejrzeć coś z efektami specjalnymi i dobrymi aktorami, sięgnijcie po "Noe - wybrany przez Boga", ponieważ Exodus to, moim zdaniem, kino dla mało wymagających widzów.






13 kwietnia 2015

Czym są zmarszczki?


Tytuł oryginalny: Arrugas


Tytuł polski: Dyskretne uroki starości
Reżyser: Ignacio Ferreras
Gatunek: animacja, dramat








Animacja nietypowa, raczej dla tych starszych niż młodszych. Smutna i gorzka. Opowiada o zmaganiach ze starością, słabościami i chorobą, ale także o przyjaźni. Nie takiej zwykłej lecz prawdziwej. Przyjaźni, która zmusza nas do wielkich czynów i ogromnych poświęceń.

Film powstał na podstawie komiksu "Zmarszczki", opowiadającego historię Emilio- staruszka, który staje się ciężarem dla swojej rodziny. Jedyny syn nie potrafi sobie poradzić z chorobą ojca, dlatego oddaje go do domu starców. Tam Emilio poznaje Miguela, drobnego oszusta, który staje się jego przyjacielem i towarzyszem. Wspólnie z pozostałymi rezydentami Domu Spokojnej Starości starają się walczyć o to, by swoje ostatnie chwile przeżyć z godnością.
Nie spodziewajcie się optymistycznej opowieści o urokach starości, ale smutnej historii o staruszkach tęskniących za rodziną, ich miłością i cierpiących po odtrąceniu przez dzieci i wnuczki. Nie będzie tutaj doskonałej animacji, pełnej komputerowych efektów - raczej prosta, jakby stara kreska.
Zachęcam do obejrzenia i jednocześnie przemyślenia filmu. Polecam!



12 kwietnia 2015

Polskie kino znowu w formie!

Tytuł: Bogowie
Reżyser: Łukasz Palkowski
Gatunek: Biograficzny, dramat






Zbigniew - młody lekarz, po stażu w USA, nie potrafi zrozumieć "zacofania" w naszym kraju. Chciałby ratować ludzi, nawet tych dla których pozornie nie ma ratunku. Spotyka się jednak ze sprzeciwem swojego szefa - profesora Wacława Sitkowskiego (jak zawsze genialny Jan Englert). Wtedy, niespodziewanie, dostaje propozycję poprowadzenia kliniki w Zabrzu. Zwalnia się, wyprowadza, zostawiając żonę samą. Jednak to co miało być ratunkiem, nowoczesną kliniką, okazuje się górą gruzu. Trwa remont, który pochłonął już całe pieniądze, brakuje sprzętu i finansów do zakupu takowego. Jednak Religa się nie poddaje - szuka sponsorów, których znajduje po wielu trudach. Od tej pory obserwujemy jego zmagania z własnymi słabościami i dążenie wybitnych chirurgów do celu.
W filmie tym na uwagę zasługują dwie kreacje - Tomasza Kota, który swoją rolę zagrał bezbłędnie. Jest dosłownym odbiciem Profesora. Także Piotr Głowacki zasługuje na wyróżnienie. Zembala w jego wykonaniu jest jak prawdziwy!
Nie będę smęcić, rozwodzić się, powiem tylko: warto, a nawet trzeba to zobaczyć!





2 czerwca 2014

Robin, który nie chodzi w rajtuzach


Tytuł oryginalny: Robin Hood
Tytuł polski: Robin Hood
Reżyser: Ridley Scott
Gatunek: Kostiumowy, Dramat





Są historie doskonale nam znane, które oddane w ręce dobrego reżysera nabierają zupełnie nowego kształtu. Tak jest z Królem Arturem czy też z Robin Hoodem. Dzisiaj zajmę się tym drugim, ale niedługo możecie się spodziewać opisu przygód naszego kochanego króla. Tak jak mówiłam- wszyscy chyba znacie historię banity z Nottingham. Odbiera bogatym i oddaje biednym. Jednak nikt jakoś nie zainteresował się jego życiem przed staniem się legendą, dopóki w 2010 Ridley Scott nie wziął tej historii pod swoje skrzydła. Stworzył film pełen akcji, wielkiej polityki i humoru. Znajdziemy tutaj także i romans, jakże pożądany przez damską część publiki. Film był na mojej liście 'do obejrzenia' aż trzy lata, ciągle jednak jakiś inny film spychał go w dół. Jednak wczoraj mówię sobie: może jednak warto? I wiecie co? Warto.
Robin Longstride jest łucznikiem w armii Ryszarda Lwie serce. Razem z nim i większością mężczyzn z Anglii wyruszył na krucjatę. Krucjatę okrutną, głupią i jak zapewne wiecie, mająca na celu 'nawrócenie' muzułmanów. Po jednej ze zwycięskich bitew Robin wdaje się w bójkę z Małym Johnem. Niestety, król przechodząc obok, zainteresował się bójką i jej uczestnikami. Kiedy na swoje pytanie otrzymał szczerą, ale niezbyt przychylną odpowiedź, skazał Robina, Małego Johna, Szkarłatnego Willa i Alana na zakucie w dyby na czas ostatniej bitwy przed powrotem do kraju. Nieoczekiwanie Ryszard zostaje zabity podczas tej bitwy, a Robin i jego współwięźniowie, korzystając z zamieszania, uciekają z pola walki. Może to i niezbyt chwalebne, ale po śmierci króla stali się wolni. W czasie powrotu do Anglii uciekinierom sprzyja szczęście. Konwój wiozący koronę zostaje zaatakowany, dzięki czemu Robin i reszta, mogą podszywając się pod członków konwoju, spokojnie wrócić do Anglii statkiem. Jednak mimo sprzyjających okoliczności, Robinowi nie daje spokoju przysięga którą złożył i przypieczętował krwią.
Zdecydowanie godny polecenia, z doskonałymi aktorami i ciekawym scenariuszem. Początkowo film miał opowiadać historię szeryfa Nottingham walczącego z łobuzem Robin Hoodem, który niekoniecznie był bohaterem. W ostatniej chwili reżyser zmienił zdanie i bardzo się z tego powodu cieszę. Russell Crowe nadał bohaterowie charakterku i trochę odszedł od pierwowzoru: jest lekkim awanturnikiem z poczuciem humoru. Mały John nie pozostaje w tyle za Robinem, dla mnie nawet czasami go przyćmiewa. Braciszek Tuck także wypada bardzo dobrze- zakonnik lubiący dobrą zabawę i miód pitny. Czytałam wiele niepochlebnych recenzji, które sprawiały, że nie miałam ochoty oglądać filmu. Jednak teraz, z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że były one przesadzone i niesprawiedliwe. Może to tylko moje zdanie, jednak uważam, że jest to film godny polecenia;)


 



W każdej bajce czai się ziarenko prawdy


Tytuł oryginalny: Big Fish
Tytuł polski: Duża ryba
Reżyser: Tim Burton
Gatunek: Fantasy, Dramat




Jedno ze stosunkowo nowych dzieł Tima Burtona. Cudowna, magiczna, krzepiąca, a zarazem smutna opowieść o relacjach syna z ojcem. Pokazuje, że w każdej bajce czai się ziarenko prawdy, a to co uważamy za fikcje, nie zawsze musi nią być. Nie jest to typowy dla Tima Burtona film, jednak można wyczuć charakterystyczny dla reżysera klimat. Występuje tu także aktorka każdej produkcji Burtona- jego żona Helena Bonham Carter . Jak dla mnie aktorka doskonała, utalentowana i wszechstronna. Każdy film z jej udziałem jest niezwykły, kiedy tylko się pojawia porywa widza, odwraca jego uwagę od innych aktorów. Tak jak i tym razem, chociaż jej rola jest niewielka. Oprócz niej w filmie możemy zobaczyć plejadę gwiazd: Ewana McGregora, grającego młodego Edwarda, Marion Cotillard, Steva Buscemi, Danny'ego DeVito.
Duża Ryba to historia Williama Blooma, który przez całe życie żył w cieniu ojca, którego wszyscy uwielbiali. Z teo też powodu wyprowadził się z domu, jednak gdy jego ojciec znalazł się na łożu śmierci, Will wrócił do domu. Przed śmiercią ojca postanowił ustalić, które opowieści Edwarda są prawdziwe, a które zmyślone.
Film jest pełen niezwykłych, czasami wręcz mitologicznych postaci- mamy olbrzyma, czarownicę, siostry syjamskie. Ciekawe kino familijne dla każdego, wciąga i pochłania do reszty. Polecam!


 

 




Special A, czyli nadzwyczajne osoby w jednym miejscu

Tytuł oryginalny: S. A
Tytuł polski: Special A
Gatunek: Anime, Dramat, Komedia



Dawno nie było notki o anime. Mimo, że z założenia miał to być blog głównie o Azji, królują tutaj notki o filmach spoza tego kontynentu. Tak to czasem bywa, że zboczy się z toru, który wcześniej się obrało. Mam nadzieję, że nie zepsuło to mojego bloga. W każdym razie postanowiłam 'wrócić do korzeni'. Tak narodził się ten wpis. Wpis o jednym z moich ulubionych anime, albo raczej o anime, które zajmuje specjalne miejsce w moim sercu. Stało się tak za sprawą mojej słabości. Uwielbiam anime dla chłopaków, to dziwne, ale tak już mam. Jednak od czasu do czasu lubię sobie obejrzeć jakieś romasidełko. Nie chodzi tu o takie, gdzie bohaterowie zakochują się w sobie i trach! Są ze sobą na dobre i na złe. Lubię takie, gdzie jedna ze stron wie, że kocha drugą osobę i próbuje ją zdobyć. Subtelnie, powoli i z pewną dozą nieśmiałości. Do takich właśnie anime zalicza się Special A. Cudowne, rozbrajające, subtelne , stworzone z niesamowitym poczuciem humoru. Nie takim sztucznym, nachalnym, jak w niektórych produkcjach. Wiem, że wiele osób niezbyt pochlebnie wypowiada się o tym anime, ale mam to gdzieś. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam. Szczególnie dla osób, które urzekło 'Kaichou wa Maid-sama!'.
Kreska może i nie najwyższych lotów, moim zdaniem w 'Kaichou...' była lepsza. Estetyczna, ale nie powalająca. Cieszy mnie to, że nie ma tutaj jakiś zadziwiająco dziwnych kolorów włosów. Niekiedy można się spotkać z takimi kolorami, że aż dech zapiera. Jeśli chodzi o muzykę to nie zapamiętałam niczego szczególnego. Muzyka była zwykła, niezapadająca w pamięć.
Special A to opowieść o uczniach elitarnego liceum Hakusenkan, a dokładniej o siódemce najlepszych uczniów w tej szkole. Uczęszczają oni na zajęcia do specjalnej klasy, którą nazywają Special A. Chociaż może 'zajęcia' to zbyt mocne słowo. Nie widziałam, żeby oni się uczyli, raczej pogłębiali swoje zainteresowania i starali się utrzymać swoją pozycję. Wśród tej siódemki wyróżnia się dwójka- Kei i Hikari. On zajmuje pierwsze miejsce w szkole, ona drugie. Znają się od dzieciństwa i od małego ze sobą rywalizują. Wszystkie 'konkurencje' wygrywa chłopak, przez co zaczyna nazywać Hikari 'Panna drugie miejsce'. Ona jednak się nie poddaje, stara się pokonać Kei'a we wszystkich możliwych zawodach. Nie dostrzega najważniejszego- intencji i uczuć chłopaka...
 

 



Kocha, lubi, szanuje


Tytuł oryginalny: Crazy, Stupid, Love
Tytuł polski: Kocha, lubi, szanuje
Reżyser: Glenn Ficarra, John Requa
Gatunek: Komedia, Dramat




Ciekawa propozycja na chłodne, jesienne wieczory. Wierzcie mi, ten film nie jest może komedią z gornej pólki, ale potrafi rozśmieszyć i poprawić nastrój. Jest to historia mężczyzny po czterdziestce- Cala. Wydaje mu się, że wiedzie idealne życie- ma piękną żonę, miłe i poprawne dzieci, ładny dom i porządną pracę. Jednak pewnego dnia jego żona Emily oznajmia mu, że go zdradziła i chce rozwodu. Wymarzone życie Cala wali się z dnia na dzień. Cóż Biedak ma zrobić? Idzie się upić. W barze lituje się nad nim istny Casanova- Jacob. Przystojny, umięśniony, wysportowany i umiejący bajerować kobiety. Pod jego okiem Cal przemienia się w łamacza damskich serc, który nie przepuści nawet nauczycielce syna, chociaż to już inna historia.
Dobra obsada, nienachalna muzyka, zabawne dialogi i więcej niż jeden wątek czynią z tego filmu komedię prawie idealną. Ryan Gosling jako Jacob- łamacz damskich serc, spisuje się doskonale, dodatkowo chemia między nim a Emmą jest wręcz namacalna. Własnie Emma Stone- do tej pory nie przepadałam za tą bohaterką, ale po seansie zmieniłam zdanie. Ma w sobie potencjał, chociaż jak na razie nie pokazała wszystkiego co potrafi. Steve Carell jako lekko zgorzkniały mężczyzna po czterdziestce, który pod wpływem przyjaciela przechodzi przemianę. Szczerze mówiąc, po przemianie, dopóki się nie opamiętał, czułam rozczarowanie głównym bohaterem. Sama nie potrafię wyjaśnić dlaczego. I oczywiście Julianne Moore, piękna i słodka, wypadła tak jak powinna, ale nie wniosła niczego do filmu. Zdecydowanym plusem tej produkcji jest zakończenie. Dość zaskakujące i nieoczekiwane. Nie chce Wam zepsuć końcówki, więc nic więcej nie powiem;) Podoba mi się także zastosowany motyw- nie mamy tutaj jednego głównego wątku romantycznego, mamy tutaj kilka par, które mamy możliwość poznać w toku akcji. Naprawdę polecam! Film oceniam na 8/10.


 

 




28 maja 2014

Czasem słońce, czasem deszcz

Tytuł oryginalny: Kabhi Khushi Kabhie Gham
Tytuł polski: Czasem słońce, czasem deszcz
Reżyser: Karan Johar
Gatunek: Dramat, Musical



Pierwszy film Bollywood jaki w życiu obejrzałam. Pokochałam go z miejsca i wciągnęłam się w świat produkcji indyjskich. Jest to jedna z najkosztowniejszych i najsłynniejszych produkcji Bollywood. Jedna z nielicznych, rozprowadzanych w Polsce w formie DVD. Warto zobaczyć, ponieważ kino to jest specyficzne. Nie chodzi tylko o piosenki i taniec, ale także o grę aktorów. Mężczyźni nie boją się płakać, widać, że nie ma tutaj wielu powtórzeń, żeby scena była idealna. Dzięki temu jest trochę mniej sztucznie, chociaż nie zawsze. Moim zdaniem, najcudowniejszą cechą tych filmów jest brak scen erotycznych. Szczerze mówiąc mam już dość tych produkcji emanujących seksem, pełnych sztucznych, ledwo ubranych panienek.
Czasem słońce, czasem deszcz opowiada historię pewnej rodziny- ojca, matki i dwóch synów. Ojciec stoi na czele dochodowej firmy, jest służbistą i nie znosi sprzeciwu. Matka bardzo kocha swoich synów, szczególnie starszego. Do tego stopnia, że słyszy kroki syna, wracającego z podróży, mimo że on jest na zewnątrz, a ona w salonie. Rahul- adoptowany starszy syn, kocha swoją matkę i podziwia ojca, słucha się go we wszystkim, przynajmniej do czasu. Rohan- młodszy syn, grubasek z którego zrobił się prawdziwy przystojniak.
Pewnego dnia Rahul poznał piękną, ale biedną Anjali. Zakochał się w niej bez pamięci, jednak jego ojciec miał wobec niego inne plany. Zaaranżował Rahulowi już małżeństwo z Nainą. Chłopak przeciwstawia się ojcu i zostaje wypędzony z domu. Po latatch o wszystkim dowiaduje się Rohan i postanawia zjednoczyć rodzinę.
W filmie tym występuje słynny w Indiach duet- Shah Rukh Khan (tamtejszy bóg- prawie dosłownie i bożyszcze tłumów) oraz Kajol. Jest to para powszechnie uwielbiana. Rzeczywiście razem tworzą zgrany i miły dla oka duet.
Piosenki są ciekawe, ale to tytułowa najbardziej przypadła mi do gustu. Podobają mi się układy taneczne, może dlatego, że występują tu dwaj najlepsi tancerze Bollywood.



Bo niektóre miłosne historie... żyją wiecznie

Tytuł oryginalny: Mohabbatein
Tytuł polski: Miłość żyje wiecznie
Reżyser: Aditya Chopra
Gatunek: Dramat, Romans, Musical



Jeden z licznych bollywoodzkich filmów jakie obejrzałam, jednak jeden z nielicznych, które po długiej przerwie wciąż mi się podobają. Kiedyś, jakieś trzy lata temu miałam lekką obsesję na punkcie filmów z Bollywood. Obejrzałam ich około setki, jeśli nie więcej. Oczywiście nie wszystkie pamiętam. Do kilku wróciłam, dlatego mogę 'na świeżo' je zrecenzować. Kilka zapadło mi w pamięć jako totalne dno, dlatego ich opisy także tutaj umieszczę, żeby Was przestrzec. Pewne zastanawiacie się nad moim gustem, prawda? Cóż, jest specyficzny: uwielbiam fantasy, lubię filmy dla facetów, kocham superbohaterów, obsesyjnie oglądam bajki i anime, a tu jeszcze takie romansidła. Szczerze mówiąc nie jestem fanką romansów- lubię od czasu do czasu obejrzeć jakiś film z wątkiem romantycznym, ale tylko jak mam specyficzny humor. Zazwyczaj takie filmy mnie irytują, bo są przewidywalne i powielają ciągle jeden i ten sam schemat. Oczywiście są wyjątki, jak zawsze, ale zdarzają się one niezwykle rzadko.
Wracając do 'Miłość żyje wiecznie'- jest to film dość specyficzny. Mamy tutaj nie jednego, ale czterech głównych bohaterów, z których jeden wysuwa się na główny plan. Akcja rozgrywa się w Gurukul- renomowanej uczelni dla mężczyzn, w której panują bardzo surowe zasady. Surowe i głupie. Nie można mieć dziewczyny, nie można się zakochać, ponieważ jest to karane wyrzuceniem ze szkoły. Szkołą tą kieruje Narayan Shankar- apodyktyczny dyrektor, który obsesyjnie dba o przestrzeganie ustalonych zasad. Nie pozwala nikomu na odrobinę swobody, nawet swojej jedynej, ukochanej córce. W każdym razie w Gurukul uczy się trzech studentów- Vikram, Sameer i Karan. Zaprzyjaźniają się ze sobą i razem łamią główną zasadę uczelni... Czwartym bohaterem jest Raj- nowy nauczyciel muzyki, który skrywa pewną tajemnicę. Pomaga on chłopakom poradzić sobie z zaistniałą sytuacją, wspiera ich i opowiada im swoją miłosną historię. Ponieważ jego miłość żyje wiecznie- pomimo śmierci jego ukochanej, on nadal ją widzi, nadal z nią rozmawia, nadal ją kocha. Może i dziwnie to brzmi, jednak jako całość daje dość ciekawy efekt. Lekko melancholijna opowieść, mająca wzruszyć widza i pokazać potęgę miłości.
Dużo tutaj muzyki i tańca, co jest charakterystyczne dla kina Bollywood. Większość piosenek wpada w ucho i może się spodobać. Nie będę żadnej zamieszczać, ponieważ myślę, że to zbędne. Nie mam swojej ulubionej, wszystkie są dla mnie na równi. Układy dość zróżnicowane, aktorzy dobrze sobie radzą. Jest tutaj taniec, nie sztywne podrygiwanie w rytm muzyki;)
Jeśli chodzi o aktorów to nie mam tutaj jakiś większych zastrzeżeń. Jak na tamtejsze kino to nie było źle. Nie ma co tutaj oczekiwać oscarowych kreacji- jest ok. Czasami może zbyt ckliwie grają, że tak powiem. Ogólnie polecam, nie tylko fanom gatunku. Kolorowy, ciekawy, pokazujący dość zawiłą i specyficzną kulturę Indii, co zdecydowanie przemawia na jego korzyść. Idealny na wieczór przy cieplutkim kakałku, bądź przy winku;)
Nie zamieszczam zdjęć, ponieważ myślę, że większość psuje ogólny efekt. Dużo z nich zawiera spojlery, a zdradzać szczegółów fabuły nie chcę.

Bezimienny bohater

Tytuł oryginalny: Ying xiong

Tytuł polski: Bohater
Reżyser: Yimou Zhang
Gatunek: Kostiumowy, Dramat


Hero to jeden z największych chińskich przebojów, który znalazł szerokie grono odbiorców w naszym kraju. Został także wydany na DVD, czym nie każdy chiński film może się poszczycić. Film niezwykły, piękny wizualnie, przyciągający uwagę. Choreografiom walk, także nie możemy nic zarzucić, zdecydowanie bardziej przypadły mi do gustu niż te z 'Przyczajonego tygrysa...'. Do tego niebanalna fabuł, która zdecydowanie wciąga. Akcja rozgrywa się podczas trwania wojny domowej. Kraj podzielono na siedem królestw, które walczą między sobą o władzę. Szczególnie ambitny jest władca jednego z nich, który nie patrząc na cierpienie i śmierć swoich poddanych, dąży do zjednoczenia Chin, by następnie zasiąść na tronie. Z tego powodu na jego życie czyha najwięcej zamachowców. Szczególny strach budzą: Złamany Miecz, Niebo i Śnieżna Zamieć. Dlatego też za ich głowy ofiarowana jest wielka nagroda. Zdobycie jej nie jest jednak proste, przez lata nikomu nie udało się choćby zbliżyć do Zamachowców. Pewnego dnia zjawia się jednak Bezimienny Bohater, który oznajmia, że udało mu się pokonać całą trójkę. Widz od tej chwili ma możliwość obejrzenia historii walk tajemniczego mężczyzny z trójką Zamachowców. Ale nie wszystko jest takie jakie się wydaje, nic nie jest oczywiste, a już najbardziej intencje tytułowego Hero.
Film oglądałam niezwykle dawno, jednak zapadł mi w pamięci. Nie ma tutaj walki, jedynie dla walki. Wszystko ma swój głębszy, często ukryty sens. Film polecam nie tylko fanom wschodnich sztuk walki, ale każdemu miłośnikowi kina, który ma ochotę na coś nieco ambitniejszego. Nie mówię, że 'Hero' należy do wyższej półki, oj nie. Daleko mu do Lektora czy Ojca Chrzestnego, jednak jest to produkcja ciekawa, którą szkoda byłoby przegapić.

27 maja 2014

Ruchomy Zamek Hauru

Tytuł oryginalny: Hauru no ugoku shiro
Tytuł polski: Ruchomy Zamek Hauru
Reżyser: Hayao Miyazaki
Studio: Studio Ghibli
Gatunek: Anime, Fantasy, Dramat      


Ruchomy Zamek Hauru to według mnie to coś czego nie można przegapić, obowiązkowy punkt twórczości Miyazakiego. Zachwyca nie tylko pełną magii historią, ale także kreską, która przykuwa wzrok, nie pozwala się oderwać od telewizora.
Opowiada historię Sophie, uroczej, młodej i niezwykle pracowitej dziewczyny. Pewnego razu idąc do siostry, zaczepiają ją dość nachalni żołnierze. Z opresji ratuje ją przystojny, pewny siebie mężczyzna, nie wie jeszcze, że to wydarzenie wpakuje ją w jeszcze większe tarapaty. Zostaje ona zmieniona w staruszkę, przez zazdrosną i okrutną Wiedźmę z Pustkowia, co sprawia, że jej dotychczasowe życie ulega diametralnej zmianie. Nagle jej spokojne i ułożone życie zmienia się, trafia do dziwnego zamku, spotyka czarowników i czarownice, a demon składa jej nietypową propozycję.
Anime godne polecenia, jedno z moich ulubionych. Podobało mi się w nim wszystko: historia- ciekawa, zapadająca w pamięć, muzyka- sprawiająca, że chcesz jej posłuchać nawet po zakończonym seansie i oczywiście humor;) Szczególnie utkwił mi w pamięci moment, gdy Hauru załamał się, ponieważ 'nie jest już piękny'. To wyznanie rozłożyło mnie na łopatki.
Nie bez znaczenia jest tu także młody uczeń Hauru. Niezwykle sympatyczny chłopiec, który z czasem, zaczyna traktować główną bohaterkę jak swoją babcię, tudzież matkę. Równie sympatyczny jest demon ognia. Demon= postać negatywna, przynajmniej według wielu. Nic bardziej mylnego. Jest to postać z charakterkiem, ale tak zabawna i pełna życia, że nie potrafisz jej nie lubić. Nie będę rozpisywać się bardziej, bo w końcu zdradzę szczegóły fabuły, a tego wolę nie robić, bo zepsułabym całą radość z oglądania tego arcydzieła:)




Przenieśmy się do Krainy Bogów...



Tytuł oryginalny: Sen to Chihiro no kamikakushi
Tytuł polski: Spirited Away: W krainie Bogów
Reżyser: Hayao Miyazaki
Studio: Studio Ghibli
Gatunek: Anime, Fantasy, Dramat               




Przez wielu anime to uznawane jest za największe dzieło Miyazakiego. Cóż, anime niesamowite, nieszablonowe, ciężko po jego obejrzeniu (przynajmniej mnie jest ciężko), wypowiedzieć się obiektywnie. Film zachwycił mnie do tego stopnia, że po jego obejrzeniu natychmiast sięgnęłam po kolejne dzieła japońskiego Walta Disneya. Miyazaki bez wątpienia zasłużył na Oscara- dzieło dopracowane, bardzo ładne wizualnie, z ciekawą muzyką, umiejętnie łączące ze sobą dramat i komedię. Możemy się dopatrzeć tutaj nawet lekkiego wątku romantycznego, chociaż znajdą się i tacy, którzy pomijają go, ponieważ uważają, że psuje on anime. Ja tam myślę, że dodaje on uroku, jest gdzieś tam w cieniu, nie wysuwając się na pierwszy plan i pozwalając widzowi snuć domysły i dokładać własną historię.
Jest to opowieść o małej dziewczynce- Chihiro, która zmuszona jest wraz z rodzicami zmienić miejsce zamieszania, a tym samym przenieść się do innej szkoły. W drodze do nowego domu rodzina gubi się i trafia na nieprzejezdną drogę, wiedzeni ciekawością wysiadają z auta, żeby sprawdzić co znajduje się na końcu tunelu. W ten oto sposób trafiają do Krainy Bogów, krainy, która nie akceptuje ludzi... Niestety rodzice Chihiro zjadają jedzenie przeznaczone dla Bogów i zmieniają sie w świnie. Dziewczynka zostaje sama w nieznanej krainie, zdana na łaskę dopiero co poznanego chłopca- Haku. Ten tajemniczy mieszkaniec Krainy Bogów, postanawia pomóc Chichiro odczarować rodziców. Zabiera ją do łaźni Bogów, którą rządzi Yubaba- tylko ona jest w stanie odczarować rodziców dziewczynki.
Cała Krainę Bogów zaludniają niezwykłe postaci, jak się okazuje większość z nich skrywa często niebezpieczne tajemnice. Anime polecam wszystkim, szczególnie fanom Studia Ghibli. Jest to obowiązkowy punkt, którego nie wolno przegapić;)