Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komedia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komedia. Pokaż wszystkie posty

2 maja 2015

Kolejny film dla nastolatek

Tytuł oryginalny: Pitch Perfect
Tytuł polski: Pitch Perfect
Reżyser: Jason Moore
Gatunek: komedia, muzyczny




Na pewnej stronie, która do tej pory wydawała mi się stosunkowo wiarygodna, biorąc pod uwagę mój gust filmowy, zobaczyłam artykuł "8 najlepszych komedii muzycznych ostatnich lat". Pomyślałam- świetnie, wreszcie coś dla mnie. Otóż, nic bardziej mylnego. Powinnam była się domyślić, widząc na 8 miejscu "School of Rock", że coś jest nie halo z tą listą. Jednak trzecie i drugie miejsce zachęciły mnie do obejrzenia zwycięscy tego ranking. Bo skoro Mamma Mia! i Chicago przegrały z jakimś filmem, to musi być dobry film. Gdzie tam. Na pierwszym miejscu znalazł się "Pitch Perfect", idealna komedia dla nastolatek, które nie wymagają wiele od kina. Ja się chyba starzeję, ale nie ujął mnie ani przewidywalny scenariusz ani mdły romansik. Śmiać mi się chciało, kiedy główna bohaterka powiedziała, ze nie lubi filmów, bo mają przewidywalne zakończenia. Nie wiem czy reżyser chciał nam zasugerować, że jego dzieło jest nieprzewidywalne i nigdy nie odgadniemy jak się skończy, czy chciał wpleść takie żarcik sytuacyjny. Nie mam pojęcia, ale jeśli moje pierwsze przypuszczenie jest prawidłowe, to scenarzysta i reżyser chyba rozminęli się po drodze ze swoim celem. Dziwne żarty, typu wymiotowanie ze stresu na scenie czy nazywanie kogoś "tłustą Amy" miało chyba być śmieszne. Dla mnie jednak nie było. Brakowało tutaj tylko kolejnego amanta walczącego o Becky czy tam Becy. Jeden kit. Film przekoloryzowany i oklepany, który unosił się na fali popularności serialu "Glee". 
Beca to outsiderka, marząca o zostaniu profesjonalną Dj-ką. Jednak jej ojciec nie chce o tym słyszeć- wysyła ją na Uczelnię na której wykłada. Tam już pierwszego dnia poznaje Jessego, który podobnie jak ona, ma niesamowity głos. Okazuje się także, że razem będą pracować w radiu studenckim. Wkrótce oboje dołączają do konkurencyjnych grup a capella i stają ze sobą w szranki. 
Nic niezwykłego, prawda? Od razu mówię, że oglądacie na własną odpowiedzialność.





27 kwietnia 2015

Przejdźmy się ulicami dawnego Paryża...

Tytuł oryginalny: Un monstre a Paris
Tytuł polski: Przygoda w Paryżu
Reżyser: Bibo Bergeron
Gatunek: animacja, dramat, komedia





Piękna i nietypowa bajka prosto z Francji. Przeszła cicho obok Polski, nie szukając rozgłosu i nie reklamując się zbyt nachalnie. Może właśnie dlatego dotarła do tak wąskiego grona odbiorców. A wierzcie mi, szkoda i to bardzo. 
Jest to opowieść o wielu osobach - Lucille, pięknej śpiewaczce, która musi spełniać "obowiązek" na który nie ma ochoty, Raoulu, niezwykłym wynalazcy, który potajemnie kocha się w dziewczynie. Mamy tutaj także Emila - przyjaciela Raoula, amatora kina, zakochanego w swojej koleżance z pracy, jednak najbardziej nietypowymi bohaterami są Francoeur i Charlie. Dlaczego? Otóż Charlie to małpa, która jest mądrzejsza niż niejeden człowiek, a Francoeur to olbrzymia pchła.
Paryż, rok 1910. Stolica zmaga się z kataklizmem, jakim jest powódź, jednak wkrótce na ulicach pojawia się coś znacznie gorszego. Po mieście zaczyna szaleć potwór, siejąc postrach. Jednak czy monstrum jest rzeczywiście takie straszne?
Animacja jest powiewem świeżości w obecnej kinematografii. Dobra, może nie najwspółcześniejszej, ponieważ to bajka z 2011 roku. Jednak różni się od dzieł z USA. Cudowna i wzruszająca. Muzyka na długo zapada w pamięć, może dzięki świetnemu głosowi Vanessy, a może cudownej melodii. Zresztą oceńcie sami.

Polecam wszystkim serdecznie. Warto zobaczyć i podzielić się swoją opinią.





17 kwietnia 2015

Babcia Gandzia


Tytuł oryginalny: Paulette
Tytuł polski:Babcia Gandzia
Reżyser: Jérôme Enrico
Gatunek: komedia kryminalna






Byłam niesamowicie ciekawa tego filmu. Babcia Gandzia? Już sam tytuł był zachęcający. Do tego kino francuskie - a mówicie co chcecie, ale Francuzi robią jedne z lepszych komedii. Tym razem intuicja mnie nie zawiodła. Film świetny - pełen zabawnych gagów i niosący pewne przesłanie (rzadkość, prawda?). Scenariusz napisany z poczuciem humoru, chociaż miejscami żart był dość chamski i rasistowski, ale cóż, taka właśnie jest Babcia.
Paulette to kobieta na emeryturze - jej mąż zmarł 10 lat wcześniej, a biznes, będący jej dzieckiem upadł. Jej ciastkarnię przejęli Chińczycy, co tylko pogłębiło jej nienawiść do obcokrajowców. Do tego wszystkiego jej córka wyszła za czarnoskórego policjanta.  Jedynym "bambusem", którego akceptuje, jest jej spowiednik, bo jak to mówi Paulette - "ksiądz zasługuje na to, żeby być białym".
Kolejnym i to wielkim problemem naszej babci jest emerytura - 600 euro, czyli najniższa emerytura we Francji. Jednak nasz rezolutna babcia się nie poddaje - wybiera z wyrzuconych produktów, przecenionych puszek, produktów z kończącą się datą ważności. Pewnego dnia w jej ręce wpada zioło, dzięki czemu babcia rozwija naprawdę dochodowy interes.
Dużym atutem filmu są postaci. Każda ma w sobie coś wyjątkowego i zabawnego. Trzy koleżanki, które grają z babcią w karty to rezolutne kobietki, które bez zastanowienia wchodzą w biznes, dilerzy, których początkowa niechęć wobec Paulette przechodzi w szczery szacunek, wnuczek, który mimo wszystko kocha swoją babcie i napalony sąsiad Walter. Wszyscy oni tworzą spójną całość i sprawiają, że nasz humor po seansie jest zdecydowanie lepszy.
Polecam wszystkim!:)






21 czerwca 2014

Czym jest małżeństwo?

Tytuł oryginalny: Hotaru no Hikari 2
Tytuł polski: Światełko Świetlika 2Gatunek: romans, komedia






Druga seria opisywanej wcześniej dramy. Ciągle mamy do czynienia z Hotaru- dziewczyną, która mimo młodego wieku nie korzysta z życia. Seria zaczyna się, gdy Amemiya wraca z Hong Kongu po trzech latach nieobecności. Przez ten czas nie zadzwoniła, nie napisała ani nawet nie esemesowa do 'szefa', mimo że byli parą. On jednak czekał i myślał o ich przyszłości. Postanowił się oświadczyć. Jednak jak dziewczyna w dresie, popijająca piwo może być dobrą żoną. Z reszt Hotaru nie wie nawet co to jest małżeństwo, a tym bardziej odpowiedzialność. Dodatkowo na drodze do szczęścia pary staje Pani Konatsu- dawna dziewczyna Takano i Seno- chłopak wysuszony równie mocno jak Amemiya. Sytuacja zaczyna się komplikować, coraz to nowsze problemy zaczynają się pojawiać.
Wbrew pozorom jest to opowieść o ludziach, którzy się kochają, ale tez nie wiedza jak i nie potrafią okazać swoich uczuć. Nie wiedzą tez do końca czego potrzebuje druga strona. Może jest to przedstawione w nieco komiczny i irytujący sposób, ale lekki i przyjemny. Przyznaje zdarzają się denerwujące rzeczy- para, która mimo, notabene, długiego stażu, żyjąca jak białe małżeństwo, coraz to głupsze pomysły i problemy głównej bohaterki oraz Hotaru ciągle i wszędzie mówiąca do swojego ukochanego 'szefie'. Ta ostatnia rzecz chyba najbardziej mnie irytowała, jednak można to przetrwać. Podobnie jak pierwsza seria, druga także obfituje w absurdalne sytuacje i głupawe dialogi. Jednak warto zobaczyć, szczególnie jeśli spodobała Ci się pierwsza seria!
Ja osobiście nadal jestem pod wrażeniem Naohito- gra naprawdę dobrze i ma w sobie to coś;) Dodatkowo zakochałam się w parze Yamada-Futatsugi. Są nieziemscy!




Czy kobieta może się wysuszyć?

Tytuł oryginalny: Hotaru no Hikari
Tytuł polski: Światełko Świetlika
Gatunek: romans, komedia





Zabierając się za tą dramę należy pamiętać przede wszystkim o tym, ze w kraju w którym powstała panują odmienne obyczaje niż u nas. Lubie maja inna tradycje, kulturę rozumowanie. Inaczej postrzegają rożne sprawy. Większość Japończyków jest raczej ludźmi 'starej daty'. Nie bójcie się jednak, nie szykuje Was do jakiegoś szoku kulturowego. Po prostu większość ludzi może zdziwić taki sposób okazywania uczuć. Albo raczej brak tego sposobu. Z resztą nie tylko to, także przywiązanie do przyrostków grzecznościowych typu:-san, -kun. Pamiętajcie także, że w Japonii ludzie zwyczajowo zwracają się do siebie po nazwisku. Dopiero z czasem, przy większej zażyłości, zaczynają sobie mówić po imieniu.
Historia opowiada o Hotaru- dziewczynie trochę innej niż wszystkie- dziewczynie bez życia jak suszona ryba. Tak tez jest nazywana himono-onna (himono-suszona ryba, onna-kobieta). W pracy bardzo efektywna, dobrze ubrana, zadbana kobieta poniżej trzydziestki. W domu jednak zmienia się nie do poznania- zakłada dresy, stary podkoszulek i pije piwo. Zamiast wyjść ze znajomymi ona woli siedzieć w domu i leżakować na werandzie. Nie zmienia się to nawet, kiedy do jej domu niespodziewanie wprowadza się jej szef. Został on wyrzucony przez swoja żonę z domu i postanowił wprowadzić się do domu swoich rodziców, który nomen omen wynajmowała już od pewnego czasu nasza główna bohaterka. Mężczyzna jest jej zupełnym przeciwieństwem- nie je śmieciowego jedzenia, potrafi gotować i dbać o dom, sam prasuje swoje rzeczy i jest sporo starszy od Hotaru. Z czasem mieszka im się coraz lepiej, a Seiichi Takano- jej szef- pomaga jej nawet w zdobyciu mężczyzny. Nic dziwnego, że kobieta potrzebuje pomocy, nie była jeszcze zakochana, nie chodziła na randki, nie całowała się. Jak sama nieraz powtarza- nie zna się za dobrze na miłosnych sprawach.
Drama obfituje w liczne gagi sytuacyjne i słowne, jednak jest to humor typowy dla Japończyków. Kiedy widzimy niektóre 'poważne' problemy, które ma główna bohaterka- mamy ochotę się roześmiać. Ciężko zachować powagę, kiedy główna bohaterka zastanawia się czy od pocałunku nie zajdzie w ciążę. Jej zachowanie także pozostawia wiele do życzenia i może na początku nieco irytować. Jednak szczerze mówiąc ubawiłam się przednio przy tej serii. Pochłonęłam ją w ciągu trzech dni- zarówno pierwszą, jak i drugą serie. Polecam, ale tylko osobom, które wiedzą co nieco na temat Japonii albo są w miarę wyrozumiali. Ta historia, mimo swoistego zachowania bohaterów, jest urocza i trochę nietypowa. Tak naprawdę jest to opowieść o dziewczynie, która powoli wraca do życia i uczy się znowu kochać, otwiera się na świat i ludzi. Ale także jest to historia mężczyzny, który odnajduje swoją miłość w najmniej spodziewanym miejscu i w najmniej spodziewanej osobie.
Na pochwale zasługuje tutaj Naohito Fujiki, czyli Takano Seiichi. Zagrał trochę absurdalną role, ale wyszło mu to bezbłędnie. Musze chyba sięgnąć po więcej dram z jego udziałem;)






2 czerwca 2014

Nie umrze z miłości, nawet gdyby chciał

 
Tytuł oryginalny: Warm Bodies
Tytuł polski: Wiecznie żywy
Reżyser: Jonathan Levine
Gatunek: Komedia, Horror





Kolejne, inne spojrzenie na 'postacie' znane nam z wielu filmów. Mowa tutaj o zombie. Któż z nas nie wie jak wyglądają? Powstało tyle filmów z tymi stworami, że chyba nawet dzieci są w stanie co nieco o nich powiedzieć. Krwiożercze, głodne, głupie, bez uczuć. Tak mniej więcej można określić przeciętnego Zombie. Jednak ten film pokazuje ich z innej strony, tak jak Intruz pokazał nam innych kosmitów. Są krwiożercze, polują na ludzi, są głodne, ale niekoniecznie głupie i bez uczuć.
Cała historia pokazana jest z perspektywy głównego bohatera- zombie R. Jest on także narratorem historii, mówi nam o swoich odczuciach, motywach działania i przybliża nam całą swoją rasę. Nie wiemy, który jest rok, wiemy tylko, że ludzie zarazili się wirusem, który zmienił ich w zombie. Garska, która przeżyła chroni się w mieście, za wielkim murem. Zombie natomiast mieszkają na lotnisku. Wśród nich jest nasz bohater R- odmienny niż pozostali jego towarzysze. O odmienności tej może świadczyć chociażby fakt, że kolekcjonuje winyle. Pewnego dnia spotyka miłość swojego życia. Jest jeden problem- ona jest żywa, a on niestety zjada jej chłopaka. Niezbyt ciekawy początek znajomości, prawda?
Film naprawdę dobry, zupełnie rożny od, mogącego nasuwać się na myśl Zmierzchu. Będąc szczerą, muszę powiedzieć, że spodziewałam się właśnie podobnego ckliwego romansiku. Jednak mamy tutaj do czynienia z czymś zupełnie innym. Produkcja może poszczycić się dobrymi dialogami i przekonywującą grą aktorską. Bohaterzy, żeby wyrazić co czują, nie muszą nam przedstawiać monologu, zawierającego szczegółowy opis ich odczuć wewnętrznych, tutaj ukradkowe spojrzenia i tajemnicze uśmiechy potrafią powiedzieć więcej niż tysiąc słów.
Polecam serdecznie, każdemu i wszystkim z osobna. Miłego seansu. Poniżej zwiastun:



 

 




Special A, czyli nadzwyczajne osoby w jednym miejscu

Tytuł oryginalny: S. A
Tytuł polski: Special A
Gatunek: Anime, Dramat, Komedia



Dawno nie było notki o anime. Mimo, że z założenia miał to być blog głównie o Azji, królują tutaj notki o filmach spoza tego kontynentu. Tak to czasem bywa, że zboczy się z toru, który wcześniej się obrało. Mam nadzieję, że nie zepsuło to mojego bloga. W każdym razie postanowiłam 'wrócić do korzeni'. Tak narodził się ten wpis. Wpis o jednym z moich ulubionych anime, albo raczej o anime, które zajmuje specjalne miejsce w moim sercu. Stało się tak za sprawą mojej słabości. Uwielbiam anime dla chłopaków, to dziwne, ale tak już mam. Jednak od czasu do czasu lubię sobie obejrzeć jakieś romasidełko. Nie chodzi tu o takie, gdzie bohaterowie zakochują się w sobie i trach! Są ze sobą na dobre i na złe. Lubię takie, gdzie jedna ze stron wie, że kocha drugą osobę i próbuje ją zdobyć. Subtelnie, powoli i z pewną dozą nieśmiałości. Do takich właśnie anime zalicza się Special A. Cudowne, rozbrajające, subtelne , stworzone z niesamowitym poczuciem humoru. Nie takim sztucznym, nachalnym, jak w niektórych produkcjach. Wiem, że wiele osób niezbyt pochlebnie wypowiada się o tym anime, ale mam to gdzieś. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam. Szczególnie dla osób, które urzekło 'Kaichou wa Maid-sama!'.
Kreska może i nie najwyższych lotów, moim zdaniem w 'Kaichou...' była lepsza. Estetyczna, ale nie powalająca. Cieszy mnie to, że nie ma tutaj jakiś zadziwiająco dziwnych kolorów włosów. Niekiedy można się spotkać z takimi kolorami, że aż dech zapiera. Jeśli chodzi o muzykę to nie zapamiętałam niczego szczególnego. Muzyka była zwykła, niezapadająca w pamięć.
Special A to opowieść o uczniach elitarnego liceum Hakusenkan, a dokładniej o siódemce najlepszych uczniów w tej szkole. Uczęszczają oni na zajęcia do specjalnej klasy, którą nazywają Special A. Chociaż może 'zajęcia' to zbyt mocne słowo. Nie widziałam, żeby oni się uczyli, raczej pogłębiali swoje zainteresowania i starali się utrzymać swoją pozycję. Wśród tej siódemki wyróżnia się dwójka- Kei i Hikari. On zajmuje pierwsze miejsce w szkole, ona drugie. Znają się od dzieciństwa i od małego ze sobą rywalizują. Wszystkie 'konkurencje' wygrywa chłopak, przez co zaczyna nazywać Hikari 'Panna drugie miejsce'. Ona jednak się nie poddaje, stara się pokonać Kei'a we wszystkich możliwych zawodach. Nie dostrzega najważniejszego- intencji i uczuć chłopaka...
 

 



Kocha, lubi, szanuje


Tytuł oryginalny: Crazy, Stupid, Love
Tytuł polski: Kocha, lubi, szanuje
Reżyser: Glenn Ficarra, John Requa
Gatunek: Komedia, Dramat




Ciekawa propozycja na chłodne, jesienne wieczory. Wierzcie mi, ten film nie jest może komedią z gornej pólki, ale potrafi rozśmieszyć i poprawić nastrój. Jest to historia mężczyzny po czterdziestce- Cala. Wydaje mu się, że wiedzie idealne życie- ma piękną żonę, miłe i poprawne dzieci, ładny dom i porządną pracę. Jednak pewnego dnia jego żona Emily oznajmia mu, że go zdradziła i chce rozwodu. Wymarzone życie Cala wali się z dnia na dzień. Cóż Biedak ma zrobić? Idzie się upić. W barze lituje się nad nim istny Casanova- Jacob. Przystojny, umięśniony, wysportowany i umiejący bajerować kobiety. Pod jego okiem Cal przemienia się w łamacza damskich serc, który nie przepuści nawet nauczycielce syna, chociaż to już inna historia.
Dobra obsada, nienachalna muzyka, zabawne dialogi i więcej niż jeden wątek czynią z tego filmu komedię prawie idealną. Ryan Gosling jako Jacob- łamacz damskich serc, spisuje się doskonale, dodatkowo chemia między nim a Emmą jest wręcz namacalna. Własnie Emma Stone- do tej pory nie przepadałam za tą bohaterką, ale po seansie zmieniłam zdanie. Ma w sobie potencjał, chociaż jak na razie nie pokazała wszystkiego co potrafi. Steve Carell jako lekko zgorzkniały mężczyzna po czterdziestce, który pod wpływem przyjaciela przechodzi przemianę. Szczerze mówiąc, po przemianie, dopóki się nie opamiętał, czułam rozczarowanie głównym bohaterem. Sama nie potrafię wyjaśnić dlaczego. I oczywiście Julianne Moore, piękna i słodka, wypadła tak jak powinna, ale nie wniosła niczego do filmu. Zdecydowanym plusem tej produkcji jest zakończenie. Dość zaskakujące i nieoczekiwane. Nie chce Wam zepsuć końcówki, więc nic więcej nie powiem;) Podoba mi się także zastosowany motyw- nie mamy tutaj jednego głównego wątku romantycznego, mamy tutaj kilka par, które mamy możliwość poznać w toku akcji. Naprawdę polecam! Film oceniam na 8/10.


 

 




27 maja 2014

Rock Lee też się liczy!

Tytuł oryginalny: Naruto SD: Rock Lee no Seishun Full-Power Ninden
Tytuł polski: Naruto SD
Studio: TV Tokyo
Gatunek: Anime, Fantasy, Przygodowy 




Każdy szanujący się fan Naruto, widząc tytuł mojego wpisu, przez chwilę chociaż zastanawia się co jest grane. Czyżbym drugi raz opisywała to samo anime? Otóż nie. Mam zaszczyt Państwu przedstawić Pana Brewkę- ninję, który nie potrafi używać ninjutsu. Jest to główny bohater anime Naruto SD (lub jak kto woli Rock Lee- Springtime Of Youth), opartego dość luźno na bardzo popularnym Naruto. Nie jest to żaden ciąg dalszy, alternatywna historia, oj nie. Jest to parodia Naruto z Brewką w roli głównej. Dodam jeszcze, że to bardzo udana parodia, pełna absurdalnego humoru, nie tylko dla fanów Naruto. W gruncie rzeczy nie trzeba nawet oglądać głównej serii, żeby móc się pośmiać z Lee. Wszystkie postacie są tutaj przedstawione w wersji chibi, co dodaje anime uroku. Teraz może pokrótce przedstawię fabułę: Rock Lee to nietypowy ninja, używa tylko taijutsu (inaczej mówiąc walki wręcz), nie potrafi użyć ani ninjutsu ani genjutsu, jednak nie przeszkadza mu to w dążeniach do zostania silnym Shinobi. Wraz z przyjaciółmi- Tenten- silną dziewczyną, używającą różnorakich broni i Nejim- geniuszem klanu Hyuga, czasami równie zwariowanym co główny bohater, przeżywa wiele przygód. Nie może tutaj zabraknąć Guy'a- Mistrza Lee i szczerze mówiąc lekko szurniętego gościa. Ponadto nasz bohater szaleńczo i bez wzajemności zakochany jest w Sakurze, o którą konkuruje z Naruto. Co tu więcej mówić? Może zdjęcia powiedzą same za siebie. W każdym razie polecam serdecznie, bo jest się z czego pośmiać!
Wybaczcie za taki stan galerii, ale dopiero się uczę tego bloga, więc na razie nie wszytko będzie idealne;)